Brak pomysłu na siebie generuje ogromne napięcie. Nie wiesz, co robić, jaką podjąć decyzje, jak pokierować swoją karierą. Zjadają Cię tysiące wątpliwości. Niezależnie czy właśnie wybierasz studia czy chcesz zmienić zawód, ta niepewność sprawia, że coraz mniej wierzysz w siebie i swoje możliwości. Nie wiesz, co robić w życiu? Oto kilka wskazówek, które pomogą znaleźć odpowiedź.

Brak pomysłu na siebie: jak znaleźć swoją drogę?

Zacznijmy od początku. Wszyscy panicznie boimy się porażki. Nie chcemy popełniać błędów, marnować czasu. Chcemy osiągnąć sukces, więc patrzymy na wszystko z tysiąca różnych perspektyw, pytamy o zdanie, sugerujemy się tym, co radzą inni.

Problem w tym, że nie da się znaleźć odpowiedzi siedząc wyłącznie w swojej głowie.

Tylko działanie przynosi nam najbardziej wartościowe wnioski. Tylko doświadczając mamy szansę ocenić: to moje/to nie moje. Ale działanie oznacza także, że czasem zrobi się coś źle.

Przebranżowienie – osobista porażka czy sukces?

To chyba z tym mamy największy problem. Z przyznaniem się do błędu. Kiedy docierasz do punktu, w którym uświadamiasz sobie, że od lat robisz coś, co w ogóle nie sprawia Ci satysfakcji – trudno się pozbierać. Skoro tyle czasu, energii, zasobów zostało zainwestowane w daną drogę, jak znaleźć odwagę, aby zrobić pivot? Jak się przebranżowić i zacząć robić to, co naprawdę chcesz robić? Co jeśli znów się nie uda?

W szukaniu swojej drogi jedno jest pewne: nie wszystko będzie się układać. Podejmiesz nietrafione decyzje. Popełnisz błędy. Zmienią się Twoje życiowe priorytety. Tylko będąc w środku danego pomysłu na życie (naprawdę sprawdzając się danej roli/pracy) możesz stwierdzić czy to dla Ciebie. I tego się trzymajmy.

Robisz coś, co nie daje Ci satysfakcji? To już coś! Teraz pora poszukać dalej.

Skąd mam wiedzieć, co chcę robić w życiu?

Widzisz, nie każdy od razu wie co chce robić w życiu. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że większość z nas nie ma o tym pojęcia. Nawet jeśli z czasem nabieramy tej świadomości, myślimy, że jest już za późno, aby dążyć do tego na czym nam zależy. Że zabrnęliśmy za daleko.

Jeśli w Twojej głowie kotłują się wątpliwości, czarne scenariusze i mnóstwo obaw, mam coś co może pomóc wrócić do sedna.

Jak znaleźć pomysł na życie (na nowo)?

Kiedy jest wiele rzeczy, w których jesteś dobra (dobry) trudno od początku wiedzieć, która jest tą właściwą. Fakt, że zatrzymujesz się w tym miejscu świadczy o tym, że wiesz, że stać Cię na więcej. Że można mieć życie, w którym czujesz się spełniona/spełniony.

Często słyszymy, że aby osiągnąć zawodowy sukces trzeba zdecydować się na jedno. Znaleźć tą jedną, jedyną rzecz, na której musimy się skupić. Wyznaczyć konkretny kierunek. Co jeśli jesteś multipasjonatką lub multipasjonatem, masz kilka pomysłów na siebie i żadnego pojęcia, który z nich wybrać?

Ćwiczenia, aby odkryć swój dar

Jesteś na tym świecie w konkretnym celu. Masz dar, którego nie ma nikt inny. I choć tworzę całe kursy o tym jak do tego dojść, dziś zaproponuję Ci kilka pytań, które pomagają nabrać jasności:

Kliknij w obrazek, aby pobrać .pdf
  • gdyby wszystko było możliwe, co najbardziej na świecie chciałabym/chciałbym robić?
  • jak widzę swoją przyszłość?
  • jak wygląda moje idealne życie?
  • w czym jestem dobra/dobry?
  • jaki rodzaj pracy szczególnie mnie pociąga?
  • co mogę zrobić, aby osiągnąć swój cel?

Poznałam wiele historii osób, które dzięki tym pytaniom dotarły do sedna swojej motywacji. Odkryły swoje dlaczego. Wszystkie z czasem przyznają:

“w głębi duszy od początku wiedziałam czego chcę, ale nie miałam odwagi tego przyznać”.

To jasne, że się boimy.

Martwimy się czy innym spodoba się nasz pomysł. Ale musisz wiedzieć, że jedyne czego człowiek żałuje w swoim życiu to niewykorzystanych szans. Jeśli wiesz, co tak naprawdę chcesz robić w życiu (a wiesz), to musisz w to iść. Spróbować, sprawdzić, choćby po to, aby móc ocenić czy to dla Ciebie. Tylko tak jesteś w stanie wyciągnąć konstruktywne wnioski.

Bo właśnie tak osiąga się swoje cele. Próbując, eksperymentując i próbując od nowa.

Niech Moc będzie z Tobą!💫
Kasia

16 myśli na “Brak pomysłu na siebie a przebranżowienie”

  1. ….kiedy jest wiele rzeczy w ktorych jestes dobra……….A jezeli takich rzeczy nie ma????w niczym nie jestem dobra!!1jestem do kitu!!we wszystkim!takie rady……….dobre dla 20-latkow moze.max. 30.

    1. Katarzyna Antonik-Heller

      Rewa, dziękuję za Twój komentarz:)
      Zdaję sobie sprawy kiedy patrzy się wyłącznie ze swojej własnej perspektywy trudno jest dostrzec to, co Cię wyróżnia, w czym jesteś dobra. Jak określić, że ma się do czegoś talent lub predyspozycje kiedy nie ma odniesienia? No i kwestia wieku… Jak długo można szukać swojej drogi skoro czas płynie, a tu się ciągle nie wie? Założę się, że takie wątpliwości Cię dręczą…

      Po pierwsze – wiek nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Do pewnych rzeczy dochodzi się wcześniej, do niektórych później – a wpływa na to milion różnych czynników (doświadczenia, osobowość, wrażliwość, wychowanie). Najważniejszy jest hart ducha i to, że mimo wątpliwości, zniechęcenia czy strach wiąż dąży się do szczęścia i spełnienia.

      Po drugie – nie ma opcji, abyś we “wszystkim była do kitu”. Nie da się spróbować “wszystkiego”, bo ilość możliwości jest nieograniczona. To pewnie bardziej kwestia tego, że Z JAKIEGOŚ POWODU masz takie poczucie, a sedno może tkwić w tym, aby dotrzeć do tego powodu.

      Po trzecie – nasze największe życiowe blokady są związane z emocjami. Dotyczą nieprzepracowanych doświadczeń, lęków, ograniczających przekonań. Zresztą widać to po Twojej wiadomości – jest nabuzowana emocjami (co jest absolutnie słuszne). W pokonywaniu tego typu blokad nie pomogą najmądrzejsze książki, podcasty czy artykuły – najlepiej byłoby dojść przyczyn tych emocji i tego, co konkretnie powoduje, że czujesz się tak bezradna, zrozpaczona i wkurzona. Najbezpieczniejszym i najbardziej skutecznym sposobem jest zrobienie tego ze wsparciem psychoterapeuty. Bardzo chciałabym pomóc. Dać jedną konkretną radę: “Rewa, zrób to i będziesz szczęśliwa”, ale nie jestem w stanie tego zrobić… Trzymam kciuki za to, aby zmiana, która pewnie już w Tobie się zaczyna doprowadziła do czegoś wspaniałego!

  2. Tak w ramach wstępu, nie myślałem ze będę gdziekolwiek pisał o swoich rozterkach.
    No to może od początku. W zeszłym roku tj. Marzec 20. Skończyłem studia inżynierskie. Kierunek architektura krajobrazu. Po studiach zaczęło się szukanie pracy, raczej bez specjalnych efektów. W maju wraz z dziewczyna wykonaliśmy kilka drobnych prac w ogrodzie u babci. W listopadzie dziewczyna znalazła zatrudnienie w miejscu pracy swojego Ojca. Pracuje tam zreszta po dzień dzisiejszy. Na początku tego roku zacząłem projektować pewne rzeczy dla kogoś z rodziny, niestety wszystko się posypało, a na dodatek zostałem posadzony ze nie robię tego od serca i jestem oszust.( historia jest dość długa, jak wiadomo wina leży zawsze po środku.) Tak właśnie wyglada ścieżka kariery od zeszłego roku po dziś dzień. Można by napisac ze to wina COVID, ale czy to nie szukanie usprawiedliwienia? Brak konkretów do wpisania w CV. 30-tka coraz bliżej. Uczucie niechęci, brak pomysłu, dół konkretny żeby nie napisac depresja. Ciężar życia obecnej sytuacji, czy to już wolanie o pomoc ? Użalanie się nad sobą. Nie wiem. Chaos tej wypowiedzi tak jak i chaos w życiu.

    1. Katarzyna Antonik-Heller

      Cześć Marku, bardzo dziękuję za Twój komentarz 🙂

      Myślę, że Twoja wiadomość przełamała pewną barierę, która dla wielu mężczyzn jest ważna. Do tej pory znałam sytuację poszukiwania swojej zawodowej drogi tylko z punktu widzenia kobiety – kobiety jednak pod pewnymi względami mają tutaj łatwiej. Myślę, że społecznie znacznie bardziej wymaga się, aby TO MĘŻCZYZNA osiągnął sukces, więc mogę sobie tylko wyobrażać, że presja znalezienia pracy, swojego miejsca jest przez to znacznie większa 🙁

      Przyznam, że najmocniej chwycił mnie za serce fragment mówiący o tym jak Twoja praca została potraktowana przez kogoś z rodziny. Serce mi się krajało kiedy pomyślałam jak musiałeś się czuć słysząc, że “nie robisz tego od serca i jesteś oszust”. Z tego prosta droga do komunikatu = “nie nadaję się”, “nie dam rady”, “jestem beznadziejny”. Jest mi niewyobrażalnie przykro kiedy słucham o takich doświadczeniach. Z czasem zobaczysz, że takie słowa świadczą bardziej o osobie, która je wypowiada – a nie o tej, do której są kierowane.

      Piszesz o chaosie, niechęci, depresji – ale nie ma się czemu dziwić. Jesteś ze swoim pomysłem sam. Bez żadnego wsparcia. Mało tego – pierwsze doświadczenia można rzecz są traumatyczne. Wcale się nie dziwię, że – zwłaszcza w kontekście pandemii i braku poczucia bezpieczeństwa o przyszłość – doprowadziło Cię do takiego stanu psychicznego. To sprawa, której nie można lekceważyć. Jeśli masz możliwość skorzystania z wsparcia psychologa to bardzo polecam!

      A teraz, co do tych doświadczeń. Myślę, że właśnie z tych najtrudniejszych można się najwięcej nauczyć. Co doprowadziło do tego, że współpraca zakończyła się tak kiepsko? Może chodziło o pilnowanie granic? Może Ci pierwsi “klienci” weszli Ci na głowę? Ciągle zmieniali koncepcję? Sami nie wiedzieli czego chcieli? Może chodziło o budżet, który przez niedomówienia został przekroczony? Warto przyjrzeć się tej sytuacji na chłodno i przeanalizować co następnym razem można zrobić inaczej. Jak skonstruować umowę. Jakich zasad przestrzegać. To naprawdę bezcenna lekcja, którą już odbyłeś – warto wyciągnąć z niej jak najwięcej.

      Czytając Twoją wiadomość przyszła mi do głowy historia mojego kolegi Mateusza. Z Mateuszem chodziliśmy do szkoły i spotkaliśmy się jakieś 15 lat później. Jak się okazało on także projektuje ogrody. Zaczęło się od tego, że zaczął pracować u miejscowego przedsiębiorcy (najpierw dbał, a potem projektował ogród), a potem po kolei dochodziły do tego kolejne zlecenia. Zaczął od jednego “kontrahenta”, u którego miał stałą pracę – przychodził od-do, miał konkretne prace do wykonania, a kiedy poczuł się bezpiecznie i pewnie zaczął się w tym rozwijać, proponować nowe pomysły i był polecany dalej. Teraz ma prężnie rozwijającą się firmę i sprawa wrażenie przeszczęśliwego. Najlepsze jest to, że wcale nie musiał wyjeżdżać z naszej małej miejscowości, aby robić to co kocha. Może to będzie dla Ciebie jakaś podpowiedź?

      No i kolejna rzecz. Zobacz, że ze swoimi usługami poszedłeś do rodziny. Dlaczego? Bo tak wydawało się bezpieczniej. Bo to znajdowało się w strefie komfortu. Podejrzewam, że to wynika z zestawu ograniczających przekonań, które gdzieś tam w Tobie żyją. Takie przekonania to np.: “jak nie wyjdzie to lepiej, żeby zostało w rodzinie”, “nie jestem jeszcze dość dobry”, “nie mam dość doświadczenia”, “nie umiem”, itd. Ale zobacz – masz za sobą 3 lata studiów. Wiesz o projektowaniu ogrodów więcej niż przeciętny człowiek. Zresztą z jakiegoś powodu właśnie taki kierunek wybrałeś. Masz w sobie ten potencjał! Jedyne co zostaje to pozbyć się blokad, które uniemożliwiają skorzystanie z niego 🙂

      Mam nadzieję, że moja przydługawa wiadomość doda Ci otuchy, aby zidentyfikować i obalić to co Cię ogranicza, ale przede wszystkim rozwinąć skrzydła i nabrać wiary we własne możliwości. Czekam z niecierpliwością co o tym myślisz!

      Ściskam,
      Kasia

  3. Ja mam 43 lata i nie wiem co że sobą zrobić. Proces ciągnie się latami. Najgorsze ostatnie 6. Do tej pory jakoś szło a teraz przysłowiową dupa z tego.

    1. Katarzyna Antonik-Heller

      Cześć Darku! Zawsze bardzo trudno mi słuchać takich historii, bo pamiętam jak sama czułam się w tym miejscu. Jak bardzo potrafi wtedy przytłoczyć zagubienie, brak wiary we własne możliwości, a nawet poczucie braku sensu życia 🙁 z drugiej jednak strony mam wrażenie, że im mocniej te trudne emocje w nas uderzają – tym bardziej mają za zadanie nas popchnąć do zmiany. To bycie na rozdrożu staje się w końcu tak niewygodne i ciążące, że w końcu MUSISZ coś zrobić, podjąć decyzję. Sednem całej sprawy jest oczywiście podjęcie tej właściwej 😉

      Dlatego będąc w takim miejscu zadałabym sobie pytanie: co to znaczy, że “jakoś szło”? Dlaczego “przestało iść”? Co się zmieniło? Od czego się zaczęło? Gdzie byłem 10 lat temu? Gdzie chcę być za 5 lat? Do czego dążę? Czego chcę?

      Oczywiście nie znam Twojej sytuacji, więc nie wiem czy chodzi o to, że w drodze do celu coś się popsuło i trudne o Ci poradzić sobie z porażką. Czy jednak o sytuację, w której zdajesz sobie sprawę, że tkwisz w miejscu, które kompletnie nie daje Ci satysfakcji i nie wiesz, co dalej z tym zrobić. Jedno i drugie jest trudne, chociaż w tym drugim często chodzi o zmianę na znacznie głębszym poziomie. O przebudowanie systemu wartości i przekonań.

      Przeznaczenie zawsze puka do skutku. Mam wrażenie, że takie momenty wracają dopóki nie odrobimy zaległej lekcji. Fakt, że “proces ciągnie się latami” świadczy o tym, że jesteś w zmianie. Widocznie jakaś część Ciebie chce czegoś większego, lepszego – wie, że stać Cię na więcej. Pytanie więc: co staje jej na drodze?

  4. Skończyłam studia na kierunku technologii żywności na drugim stopniu ( do teraz zastanawiam się po co mi była mgr). Pracuje już drugi rok. Na początku znalazłam prace w małej masarni jako technolog jednak to nie było kompletnie dla mnie. Pracowalam tam rok i powiedziałam sobie, że już nigdy nie chce pracować w tzw miesie. Dla jasności technologie skończyłam z specjalizacja przetwórstwa roślinnego. O ironio i tak po moich postanowieniach, że już nie chce pracować w mięsie od roku pracuje w ubojni bydła jako specjalista ds kontroli jakości. Praca sama w sobie jest ciekawa i ja lubię, ale nie czuje tego kompletnie. Dalej nie jest to to co bym chciała robić… Jestem w kropce, niby praca daje szanse rozwoju, bo oferuje ciegle to nowe szkolenia ale ja nawet nie nam chęci się o tym uczyć, bo średnio mnie to interesuje i w tym jest problem. Oczywiście boję się zmiany na inna i że znowu trafie tam gdzie nie chciałam… Nie wiem czemu zawsze trafiam do najgorszej dla mnie pracy ( w sensie takiej do której zakładam że nigdy nie pójdę)

    1. Katarzyna Antonik-Heller

      Cześć Kasiu, dziękuję za Twój komentarz 🙂 pierwsze co przyszło mi na myśl to, że to nie jest tak, że ‘trafiasz do najgorszej pracy’. Ty sama ją wybierasz. Decydujesz, że na daną ofertę zaaplikujesz, że na daną rozmowę rekrutacyjną pójdziesz, że daną pracę przyjmiesz. To nie dzieje się obok.

      Być może to właśnie w tym jest kłopot. W przyjęciu i przejęciu odpowiedzialności.

      Podobnie z obecną pracą. Piszesz, że ją lubisz, ale ‘nie czujesz tego kompletnie’ – co to konkretnie znaczy? Co musi się stać, żebyś ‘czuła’ daną pracę? Dlaczego nie wystarczy, że ją lubisz?

      Mi szukanie własnej drogi zajęło sporo czasu. Wiązało się z obaleniem wielu ograniczających przekonań. Mam nadzieję, że zainspiruję Cię do szukania swoich 🙂

      Pozdrawiam,
      Kasia

  5. Może faktycznie źle napisałam, że trafiam.. Fakt ja sama je wybieram, ale nie potrafię sobie pojąć dlaczego tak wybieram… Czasami wydaje mi się że mam bardzo niska samoocenę i po prostu idę tam gdzie mi łatwiej będzie i wiem że sobie poradzę, boję się wyzwań. Chociaż podczas studiów byłam osoba ambitna, wszędzie było mnie pełno i lubiłam wyzwania. Nie wiem co się we mnie zmieniło od tamtej pory, muszę poszukać tego czegoś.. Mając 26 lat kompletnie nie wiem co chce w życiu robić

    1. Katarzyna Antonik-Heller

      Myślę, że większość z nas w tym wieku czuła się podobnie. To taki przełom, bo do tej pory ścieżka była jasna (liceum, matura, studia), a teraz nagle trzeba dotrzeć do sedna sprawy – swoich wartości, celów, marzeń. SWOICH – a nie dyktowanych przez innych.

      Mam nadzieję, że z tygodnia na tydzień będziesz nabierała coraz większej jasności. Że różne doświadczenia zaprowadzą Cię tam, gdzie jest Twoje miejsce. Gdybym mogła jakoś pomóc nie wahaj się napisać ❤️

  6. Kończę w tym roku 41 lat. Od dwóch jestem mamą 3 dziecka i od tego czasu leczę depresję.
    Moja ścieżka zawodowa nie przedstawia się kolorowo. Tak na prawdę pracę zaczęłam dopiero od 2015/2016 r…wcześniej byłam za granicą gdzie pracowałam na ,,czarno,, i raczej niczego to nie wniosło do mojego CV. Po powrocie brakowało mi odwagi i pomysłu co ze sobą zrobić. Od 2017 do tej chwili ,, pracuję,, w miejscu, gdzie nie chcę wracać. Faktycznie od momentu L4 w ciąży moja noga tam nie stanęła. Teraz też wciąż się zastanawiam co ze sobą zrobić. Mam wykształcenie wyższe i studia podyplomowe w dziedzinach, które mnie kompletnie nie interesują… Na ten moment wciąż nie wiem co chciałabym robić i to mnie dobija. Psychoterapia trwa, czasem mam wrażenie, że budzę się z jakiegoś letargu, a później znów mnie ogarnia taki ,, paraliż, że przecież ja nic nie umiem,, niczego nie potrafię…I taka myśl, że jest już za późno… Chciałabym coś ze sobą zrobić, ale kompletnie brakuje mi odwagi i zawsze zanim zacznę to rezygnuję

    1. Katarzyna Antonik-Heller

      Aniu,

      Bardzo dziękuję za Twój komentarz. Twoja historia chwyta za serce i bardzo mi przykro, że musisz przechodzić tak trudne momenty.

      Na końcu piszesz o tym, że ‘zawsze’ szybko rezygnujesz – chcę Ci jednak zwrócić uwagę, że obecnie jesteś w procesie, który prawdopodobnie wiele zmieni.

      Wiele wskazuje na to, że dotychczasowe życie poświęciłaś dla innych. Nic dziwnego, że trudno Ci wrócić do tego, czego tak naprawdę chcesz. Skoro Twoje potrzeby, plany, cele były przez długi czas odkładane na dalszy plan to naturalne, że ten obraz zrobił się mocno zamazany.

      Myślę, że nie ma lepszej drogi do odzyskania równowagi niż psychoterapia. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele komplikacji w życiu wynika z nieprzepracowanych emocji, zablokowanych traum czy trudnych doświadczeń.

      To, że jesteś w kryzysie świadczy o tym, że coś się zmienia. Zyczę Ci z całego serca, aby to była zmiana na lepsze 🙂

  7. Mam 45 lat. Nazywam się Mariusz. Ja wpadłem w depresję w ostatnim czasie. Niby mam pracę, ale tak naprawdę mało rozwijają. Po prostu przy małych dzieciach wygodne było, że pracuje zdalnie. Teraz dzieci są już starsze. Niby mam wykształcenie wyższe, ale tak naprawdę z wiedzy tam zdobytej nigdy nie skorzystałem. Mam też jakieś studia podyplomowe, które też do niczego się nie przydały. Teraz mam poważny kryzys małżeński. Do tego jestem niepełnosprawny. Najbardziej miło by było pracować z ludźmi, ale moja wada wymowy od razu odstrasza pracodawców. Mam problemy z opanowaniem języków obcych. To najbardziej mnie przeraża, bo prawie wszędzie tego wymagają, przy pracy biurowej, a fizycznie nie mogę pracować. To wszystko ostatnio odbiją się na całej rodzinie. Po prostu nie potrafię sobie powiedzieć w czym jestem tak naprawdę dobry lub jakie mam predyspozycje. Pierwsza myśl jestem za stary żeby np. zacząć jakieś studia. Od razu myśl kto zatrudni 50 latka po studiach. Po drugie cały czas muszę pracować, żeby nie stracić rodziny. Wiem, że zmarnowałem sobie życie. Mam słomiany zapał. Po prostu moje przygnębienie powoduje, że na niczym się nie potrafię skupić. Lekarz dał leki. Ale takie sztuczne tłumienie pomaga na chwilę, tak jak z alkoholem. Brak mi motywacji do działania.

    1. Katarzyna Antonik-Heller

      Drogi Mariuszu, bardzo dziękuję za Twoją wiadomość choć nie ukrywam, że bardzo ściska za serce. Przykro mi, że musisz przechodzić przez tak ciężkie chwile. Długo myślałam co Ci odpisać, bo po czasie kiedy czytam swoje odpowiedzi to zawsze mi się wydaje, że są kompletnie bez znaczenia. Trudno odpisywać na odległość – zwłaszcza kiedy chodzi o tak trudny i złożony problem.

      Dużo w Twoim komentarzu wyczuwam bezsilności. Bezsilności z braku możliwości. Bezsilności z tego, że jeden problem prowadzi do drugiego. Bezsilności, bo można było inaczej. Bezsilność to OBEZWŁADNIAJĄCE uczucie. Do tego bardzo silnie skorelowane ze smutkiem (czasem tym skrywanym latami). Nic dziwnego, że trudno Ci dostrzec jakiegokolwiek wyjście z tej sytuacji.

      Myślę, że jedynym sposobem na wyjście z tego stanu jest podjęcie psychoterapii. Tu może wcale nie chodzić o pracę – ale o poczucie przynależności, znaczenia. Ja tego nie wiem, ale ta rana, która właśnie daje o sobie znać może świadczyć o tym, że chodzi o coś znacznie głębszego.

      Nie wiem co więcej mogłabym Ci napisać 🙁 Przed Tobą trudne chwile, ale wiem, że dzięki pracy terapeutycznej za jakiś czas możesz znaleźć się w nowym, pięknym miejscu życia – czego z całego serca Ci życzę!

  8. Dziękuje za artykuł – muszę wiele rzeczy przemyśleć. Komentarze pozwoliły mi zobaczyć, że nie jestem sama w tej przestrzeni, w tym zagubieniu. Mam 37 lat. Skończone 2 kierunki studiów (informatyka i ochrona środowiska), skończone studia podyplomowe bhp. W zawodzie informatyka nigdy nie pracowałam, dziś już jestem do tyłu z technologiami, ciągle coś się zmienia. Od wielu lat pracuje zdalnie – dla mnie rozwiązanie idealnie, ponieważ uważam się za jednostkę aspołeczną. Niestety firma w której pracuje ma kłopoty finansowe od pewnego czasu i z miesiąca na miesiąc jest gorzej. Myślę, że to kwestia kilku miesięcy i stracę pracę. I co dalej? Myślę intensywnie i nic mi z tego myślenia nie wychodzi. Nie wiem co chce robić w życiu dalej. Wiem jedynie czego nie chce – nie nadaję się do pracy w biurze i urzędzie. Nie nadaję się do tego świata garsonek i garniturów – to wykracza daleko poza moją sferę komfortu – wiem żenujące. Tyle lat przeznaczone na naukę, a tak naprawdę nie umiem nic co czyniłoby mnie specjalistą w jakiejś dziedzinie. Nie wiem co dalej… Pozdrawiam serdecznie

    1. Katarzyna Antonik-Heller

      Moja Droga,

      W tej przestrzeni na pewno nie ma nic co byłoby ‘żenujące’:) chociaż przyznam, że właśnie to słowo najbardziej przykuło moją uwagę. Kto uważa, że ‘nienadawanie się do świata garsonek i garniturów jest żenujące’? Skąd masz to przekonanie?

      (Pytam, bo bardzo możliwe, że z tego samego źródła wypływa to, co nie pozwala Ci znaleźć odpowiedzi na to, co dalej).

      Jedni nie wyobrażają sobie pracy w urzędzie, a jeszcze inni pracowania z domu i TO JEST OK! Jedni i drudzy podziwiają siebie nawzajem, bo nie znieśliby tego drugiego scenariusza. Nie musisz pracować w urzędzie, nie musisz nawet pracować w biurze. Możesz dalej pracować zdalnie, bo coraz więcej firm dostrzega taką możliwość. Pytanie dlaczego Ty jej nie widzisz…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *