Tagi:

Zastanawiało Cię kiedyś co TAKIEGO jest w osobach, które mają odwagę tworzyć życie swoich marzeń? Co pozwala wziąć odpowiedzialność za siebie, nieraz zostawić wszystko, po to żeby zyskać jeszcze więcej?

Nowy rozdział

Doskonałym przykładem jest Magda. Poznałyśmy się dzięki jej stronie krag-kobiet.pl, na której miałam przyjemność napisać kilka tekstów. Jest ogromną orędowniczką kobiecości, wrażliwości i empatii, do tego bardzo miłą i ciepłą osobą. Niedawno postanowiła zamieszkać na Islandii. Zostawić wszystko za sobą i zamieszkać w zupełnie innym kraju. Odważyła się pójść za głosem serca.

Kasia: Magdo, gdybyś mogła zdefiniować szczęście w 5 słowach, które byś wybrała?

Magda: Spokój. Wolność. Wdzięczność. Zaufanie. Miłość.

Mogłabym dodać jeszcze kilka bez trudu 🙂 Odkąd pamiętam, szczęście dla mnie to był spokój, przede wszystkim. Nie taki spokój, że nic się nie dzieje, że nudne, przewidywalne, zaplanowane, kontrolowane życie – wręcz przeciwnie! Można mieć szalone, kolorowe, zwariowane życie – i spokój. Rozumiałam i rozumiem szczęście przede wszystkim jako spokój i ciszę w środku, w sobie. Jako harmonię. Jako pewność i zaufanie, że wszystko jest tak, jak powinno być. Jako wolność od huraganu negatywnych myśli, które kręcą tobą jak listkiem na wietrze. Jako wdzięczność, gdy otwiera się oczy rano i zamyka wieczorem. Wreszcie, jako miłość, jako uniwersalne uczucie głębokiego szacunku do wszystkiego i wszystkich.

K: Skąd wzięłaś odwagę, aby wyjechać i realizować swoje plany i marzenia? Co takiego jest w Tobie, że masz siłę dążyć za głosem serca.

M: Nie ma pojęcia. Gdy się nad tym teraz zastanawiam, to naprawdę nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło, że półtora roku temu odeszłam z pracy, zamknęłam firmę, ogłosiłam, że już nie chcę być psychologiem i wyjechałam na wolontariat do Islandii. Ale pamiętam to uczucie absolutnej pewności, że to dobra decyzja. Ta odwaga brała się ze stuprocentowego przekonania, takiego z głębi trzewi, że podejmuję najlepszą decyzję, że czeka mnie coś wspaniałego. Że po prostu tak trzeba, że to oczywiste. Nie było żadnej dyskusji z tym głosem wewnętrznym, może niektórzy nazwą to intuicją, ale dla mnie było to coś jeszcze większego. Nie wahałam się. Bałam się, owszem, ale się nie wahałam.

K: Jakie 4 czynniki (zdarzenia, rzeczy, ludzie) miały największy wpływ na Twoje życie? Co sprawiło, że jesteś właśnie w tym miejscu?

M: Od dziecka uwielbiałam czytać i książki miały duży wpływ na mój światopogląd. Pamiętam, że jako mała dziewczynka chciałam być jak Ania Shirley i Pippi Pończoszanka w jednym, a do tego mieć Plastusia w piórniku i przygody jak Robinson Crusoe lub Tomek Sawyer. Przez moje ręce przewinęło się wiele książek, z których czasem brałam dla siebie dużo, czasem jedno zdanie, a czasem odrzucałam wszystko i to też było ważne i ciekawe. Osho, De Mello, Pinkola-Estes, Pawlikowska, Tolle, Mooji, Byron Katie, Eve Ensler i dziesiątki innych autorów i autorek których teraz nawet nie pamiętam, a którzy zostawili we mnie jakieś ziarenko.

Ważnym momentem było dla mnie poznanie jogi. Bardzo wpłynęło to na moje postrzeganie i emocje względem mojego ciała. Dzięki praktyce w grupie uczyłam się obserwacji bez rywalizacji i oceniania, kto lepszy, kto gorszy, kto w szerszym rozkroku albo w ładniejszym psie z głową w dół . Uczyłam się obserwować moje wiecznie rozkrzyczane, chaotyczne myśli. Po prostu stawać obok i być. Uczyłam się oddychać i puszczać napięcia w ciele i głowie. Uczyłam się być z trudnymi emocjami – frustracją, lękiem, złością. Uczyłam się zauważać moją potrzebę imponowania, bycia docenioną, najlepszą. Zauważać i być ze wszystkim co jest. Te doświadczenia zostały ze mną i są ważnym kawałkiem mnie. I dalej się uczę.

Kolejnym ważnym doświadczeniem, do którego często sięgam pamięcią, były wędrówki po górach. Szczególnie jedna, prawie trzytygodniowa wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim, z tego połowa w samotności. Pamiętam jak szłam całymi dniami po Beskidzie Niskim, nie spotykając nikogo przez wiele godzin. Jak gubiłam się i odnajdywałam szlak, jak się bałam i jak byłam dumna. Jakie życie było wtedy proste, złożone z kolejnych kroków, z kanapek i herbaty w termosie, z „dzień dobry” mówionego z uśmiechem. To wtedy po raz pierwszy bardzo mocno poczułam, że życie jest proste. I choć nadal często skutecznie je sobie komplikuję, to mam w sobie tę pewność, że życie jest proste i w każdym momencie, gdy brakuje sił, mogę się skupić tylko na tym jednym kroku do wykonania. Albo zatrzymać się, pooddychać i porozglądać w zachwycie, gdzie też ten szlak mnie przywiódł.

I wreszcie, ludzie. Obejmuję teraz myślami i sercem wiele osób, które pojawiły się w moim życiu. Niektóre na kilka chwil, inne na wiele lat. Niektóre kiedyś były najważniejsze, a teraz nie mamy żadnego kontaktu. Każda z tych osób coś mi dała, każdej ja coś dałam. Spotkaliśmy się, obejrzeliśmy się w sobie jak w lustrach i każde z nas odeszło, trochę inne, trochę bogatsze. Myślę o tych ludziach, którzy są w moim życiu teraz – myślę o nich czasem jak o nauczycielach. Nauczycielach bycia w relacji, odpuszczania, wybaczania, budowania zaufania. Osoby z niepełnosprawnościami w mojej pracy uczą cierpliwości i cieszenia się drobnymi rzeczami. Rodzice uczą mnie dużo o tęsknocie. Siostra jest nauczycielką autentyczności. Uczę się czegoś od każdej osoby którą spotykam – czegoś o sobie. I często nie zauważam tych lekcji, ale one przecież zostają we mnie.

K: Opowiedz o jednym z leków, które pokonałaś po drodze. Co na początku wydawało Ci się niemożliwe, a jednak tego dokonałaś?

M: Wiele rzeczy było dla mnie trudnych, ale wiedziałam, że one są do zrobienia, że to moje lęki mnie trzymają i ograniczają. Trudne wydawało się – i nadal wydaje! – mówienie po islandzku, ale tylko przez przekonania które mam w głowie (“robię błędy, ludzie będą się śmiać, nie zrozumieją mnie, wstydzę się mówić, za mało się przykładam”, itd.) Trudno było zacząć jeździć samochodem po 9 latach przerwy, znów, wszystko przez przekonania (“nie umiem, nie nadaję się, jestem beznadziejnym kierowcą, na pewno spowoduję wypadek”).

Największym lękiem z którym często się mierzę, jest ten, co ludzie o mnie pomyślą, jak mnie ocenią, czy mnie polubią, czy zaakceptują? Pochwalą czy skrytykują? To taki lęk który wielu ludzi nosi w sobie – czy jestem wystarczająco dobra, czy można mnie lubić taką jaką jestem? Każdego dnia patrzę temu lękowi w oczy. Czasem się nawet uśmiecham do niego z miłością. Bo tak, ta niezachwiana i spokojna część mnie jest pewna – jestem wystarczająca. I ty też. I każdy.

K: Jeśli mogłabyś cofnąć się w czasie, zmieniłabyś coś w swoim życiu?

M: Nie. Nie oddałabym żadnej wypłakanej łzy, żadnej rozpaczliwej myśli, żadnej nieprzespanej nocy, żadnej wątpliwości, żadnej głupiej decyzji, żadnej obawy, żadnego raniącego słowa które wypowiedziałam ani usłyszałam. Nie pozbyłabym się ani nie zmieniła niczego, bo to wszystko składa się na to kim jestem i w jakim miejscu jestem teraz – i ja bardzo lubię to miejsce 🙂 Wszystko było ważne. Wszystko było doświadczeniem. A teraz wszystko jest tylko przeszłością, za którą jestem wdzięczna. To co mogłam, wybaczyłam, tam gdzie mogłam, poprosiłam o wybaczenie. Podziękowałam, pokłoniłam się moim doświadczeniom i poszłam dalej.

K: To jedna z najpiękniejszych historii jakie słyszałam. Staniesz się inspiracją dla wielu osób. Gdybyś miała streścić radę do jednego słowa – które wybierzesz?

M: Zaufaj.


To część cyklu wywiadów. Jeśli chcesz wiedzieć o kolejnym – zostaw do siebie kontakt, a na pewno cię poinformuję 🙂

7 myśli na “O odważych decyzjach – wywiad z Magdą Grabowicz pomysłodawczynią Kręgu Kobiet”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *