Czasem mam wrażenie, że prześcigamy się w narzekaniu kto ma gorzej. Narzekamy na pracę, męża, dzieci, rodziców. A gdyby tak przyznać “Przyznaję, masz gorzej. Ja w porównaniu do ciebie jestem bardzo szczęśliwa”, hym? 🙂 Oto moje wnioski z wyzwania “100 szczęśliwych dni”.

100 szczęśliwych dni

Decydując się na ten eksperyment postanowiłam pokazać na sobie – po pierwsze, że pozytywnego nastawienia można się nauczyć i jak ta umiejętność pomaga osiągać wymarzone cele; a po drugie, że najlepszą drogą do szczęścia jest rozwój, stałe wychodzenie poza schemat, zmiana perspektywy. Tak powstało 100 zadań i refleksji, które nie zajęły więcej niż minutę dziennie, a niespodziewanie stały się impulsem do trwałej zmiany na lepsze.

Złam schematy

Mówi się, że “stare drogi nie otworzą nowych drzwi” i w zupełności się z tym zgadzam! Wybierając stale te same rozwiązania, nie zyskasz nowych możliwości. Tkwiąc ciągle w strefie komfortu, nie zmienisz skali tego co postrzegasz za możliwe. A bez tego nie ma szans na bycie szczęśliwym, no bo niby jak miałabyś odważyć się sięgać po marzenia? W ciągu 100 dni znalazłam sposób na to, jak zmienić sposób postrzegania własnych możliwości.

Naucz się pozytywnego nastawienia

Widząc świat w jasnych barwach masz szansę dostrzec możliwości (a nie wyłącznie ograniczenia) – a to przecież nowe szanse. Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście i każda, absolutnie każda sytuacja ma swoje plusy i minusy – wystarczy nauczyć się je dostrzegać. Twierdząc “to trudne”, “nie dam rady”, “nie umiem” zamykasz przed sobą możliwość działania w dany sposób, zawężasz perspektywę, budujesz (pozorne) blokady. To prawda, że jedyne ograniczenia tworzymy sobie sami – postanowiłam przestać to robić.

Stale się rozwijaj

Spełnienie czują ci, których umysł jest stale otwarty. Którzy nie szufladkują okoliczności na dobre i złe, bo w każdej widzą możliwość reakcji i działania. Tego też można się nauczyć, a najlepszym sposobem jest rozwój, stawianie sobie coraz większych wymagań. Musisz przede wszystkim uwierzyć, że jesteś w stanie dokonać tego o czym marzysz – a zrobisz to konsekwentnie i wytrwale pracując nad sobą, poszerzając swoją świadomość. W czasie mojego eksperymentu to była kluczowa rzecz, na którą chciałam się skoncentrować. Będąc uważnym, koncentrując się na tu i teraz, zauważając swoje myśli, emocje, zachowania nagle okazuje się, że każdy dzień jest nową sposobnością do nauki i wyciągania bardzo wartościowych wniosków.

100 zadań dla Ciebie!

Uważam, że jedyną – naprawdę JEDYNĄ – drogą do szczęścia jest bycie sobą i robienie po swojemu. A to wcale nie jest takie proste. Dlatego właśnie postanowiłam podzielić się moimi doświadczeniami i narzędziami, które świetnie się w tym sprawdzają.

A jaki jest Twój sposób na szczęście? Daj znać w komentarzu 🙂

5 myśli na “Mój eksperyment 100 szczęśliwych dni”

  1. Małgorzata I-cz

    Mój przepis na szczęście to Miłość, zdrowie i spokój. Czas spędzony w gronie najbliższych oraz doświadczanie przyjemności z muzyki na żywo i magii kina 🙂

  2. Przepis na szczęście to przede wszystkim równowaga emocjonalna jeśli ciągle mamy na głowie nie pozałatwiane, nie wyjaśnione problemy nie wyrażamy jasno otoczeniu czego oczekujemy to ciężko osiągnąć szczęście każdego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *